W maju do Szanghaju spokojnie wkradł się upał wczesnego lata. Rankiem 15-tego wyruszyliśmy do Anji.
To nie był zwykły wyjazd – był to dwudniowy i jednonocny „podróż doładowania” dla nas, grupy partnerów, którzy ufają sobie nawzajem w pracy.
01 Ponad chmurami – wolność na wysokości 1168 metrów
Trzygodzinna podróż minęła w śmiechu i rozmowach. Krajobraz Anji był łagodniejszy, niż sobie wyobrażaliśmy, ale tym, co uzdrowiło nas jeszcze przed scenerią, był autentyczny wiejski posiłek – zupa ze starej kury, duszona wieprzowina z pędami bambusa, smażone sezonowe warzywa… proste składniki, a jednocześnie nieoczekiwanie satysfakcjonujący komfort.
Z pełnymi żołądkami oficjalnie rozpoczęliśmy pierwszy przystanek – Cloud Above Grassland.
Kolejka linowa jechała powoli, zostawiając za sobą hałas miasta. Kiedy dotarliśmy na wysokość 1168 metrów nad poziomem morza, chmury przesunęły się i widok całkowicie się otworzył – falujące góry i morze bambusów. Na kilka sekund wszyscy zamilkli – nie po to, żeby robić zdjęcia, ale naprawdę pod wielkim wrażeniem.
Jednak wkrótce ciszę przerwały krzyki.
Na statku pirackim odważni siedzieli z tyłu i krzyczeli nieustraszenie, podczas gdy nieśmiali w środku zacisnęli oczy i wrzeszczeli. Śmiech rozniósł się echem po szczycie góry.
Niektórzy zbiegali po trawiastym zboczu z zamkniętymi oczami, inni wydawali dzikie okrzyki.
Na torze gokartowym zorganizowaliśmy własną wersję Szybkich i Wściekłych – sprinty na prostych i wciskanie gazu.
Na szklanym moście niektórzy trzymali się poręczy i pełzali wzdłuż, inni zaś przeszli z szeroko otwartymi ramionami – pod stopami była bezdenna otchłań, ale w oczach błyszczały zachęty i figlarne uśmiechy.
W tamtym momencie nie było żadnych stanowisk – tylko banda przerośniętych dzieciaków bawiących się najlepiej.
02 Mountain Hearth – „Aktorscy mistrzowie” Wilkołaka
Gdy zapadła noc, zameldowaliśmy się w górskiej kwaterze prywatnej. Podniecenie dnia stopniowo opadło, zastąpione skwierczącym grillem na grillu – szaszłykami jagnięcymi, skrzydełkami kurczaka, kukurydzą…
Ale prawdziwa atrakcja nastąpiła po kolacji: kilka rund Wilkołaka.
„Zamknij oczy, gdy jest ciemno” – to zdanie stało się kodem nocy. Każdy głos był walką psychologiczną, każde oświadczenie zaimprowizowaną przemową. Śmialiśmy się, aż rozbolały nas brzuchy i kłóciliśmy się, aż nasze twarze zrobiły się czerwone. Ale wszyscy wiedzieliśmy – ten rodzaj niestrzeżonej szczerości jest najcenniejszą więzią zespołu.
03 Świątynia Tysiąca Lat – Wędrówka ramię w ramię
Następnego ranka górskie powietrze było świeże i rześkie. Udaliśmy się do świątyni Lingfeng na wycieczkę.
Do starożytnej świątyni, ukrytej głęboko w lesie, nie było łatwo dotrzeć. Kamienne stopnie wiły się w górę i w dół, niektóre łagodne, inne strome. Kiedy komuś kończyły się siły, cicho wyciągano rękę. Kiedy ktoś pozostawał w tyle, ktoś z przodu zawsze zatrzymywał się i czekał.
„Trzymaj się, już prawie jesteśmy” – wielokrotnie powtarzali to różni ludzie i za każdym razem płynęło to prosto z serca.
Kiedy w końcu stanęliśmy przed starą świątynią i spojrzeliśmy na ścieżkę, którą weszliśmy, wymieniliśmy zapierające dech uśmiechy. Nic lepiej nie uczy wagi słowa „zespół” niż wspólne przechodzenie przez trudną drogę.
W południe ponownie delektowaliśmy się kreatywną kuchnią wiejskią. Właściciel powiedział, że to nowy lokalny styl – zachowujący tradycyjne smaki i dodający odrobinę wyrafinowania. Podobnie jak w przypadku budowania zespołu: zachowanie klasycznej spójności, jednocześnie dodając jej świeżej energii i porozumienia.
04 Spakuj Wiatr Anji do naszych toreb i przynieś napęd z powrotem do naszych biurek
O 15:00 zespół HUNTER wrócił do Szanghaju.
Za oknami znów pojawiła się stal i beton miasta; w środku niektórzy odpoczywali spokojnie, niektórzy przeglądali zdjęcia z ostatnich dwóch dni, a jeszcze inni zaczęli już omawiać pracę na przyszły tydzień.
Dwa dni, jedna noc – tak krótkie, że ledwo zdążyliśmy zapamiętać każdą uśmiechniętą twarz.
Jednak na tyle długo, aby dało nam szansę na ponowne prawdziwe poznanie się – nie tylko jako współpracownicy, ale jako partnerzy, którzy potrafią się razem śmiać, razem krzyczeć i dać z siebie wszystko dla wspólnego celu.
Najlepszy zespół to ten, który czeka na ciebie w drodze na górę, towarzyszy ci w drodze na dół i ufa ci w grze w Wilkołaka.
Chmury, góry, wiatr i śmiech Anji pozostają w maju.
Będziemy nieść tę energię dalej, kontynuując walkę na polu bitwy w miejscu pracy –
Ramię w ramię, dając z siebie wszystko.